team_member_8

Archiwum Łęczyckie

 

Plon niesiemy plon,
w gospodarza dom,
zeby dobrze plonowało,
po sto korcy z kopy dało,
plon niesiemy plon,
w gospodarza dom.

Strofa śpiewana bodajże w każdym regionie podczas dożynek. Niegdyś w Łęczyckiem najpopularniejszą nazwą na święto plonów było okrężne. Chociaż Zygmunt Gloger rozróżnia okrężne i dożynki, które były oddzielnymi, według niego, świętami. Okrężne, biesiada rolnicza w jesieni po sprzątnięciu wszystkich zbiorów, czyli po „okrążeniu“ pól, skąd i nazwa okrężnego powstała. Okrężne tem się różni od dożynków, że dożynki oznaczają dożęcie oziminy i przyniesienie wieńca gospodarzowi z pola do domu. Okrężne zaś jest zabytkiem uczt jesiennych, znanych w przeszłości wielu narodom, wyprawianych po sprzątnięciu z pola wszystkich plonów. Domy staropolskie przygotowywały się wcześnie na okrężne. Warzono piwo, sycono miód i krupnik (z gorzałki i miodu), zabijano kilka sztuk bydła, na oznaczony dzień spraszano sąsiadów i sprowadzano muzykę. Gości przyjmowano chlebem powszednim, barszczem, bigosem i zrazami z kaszą. Była to wspólna biesiada szlachty i kmieci, bo obyczaj narodowy był w Polsce jeden, a tylko późniejsza cywilizacja i ogłada potworzyła w nim różnice i szczerby. Podstoli Krasickiego, zasiadając do ogólnego stołu z gromadą kmiecą podczas tej uroczystości, powiada o dożynkach, że „zwyczaj ten, od czasów dawnych wniesiony, na wzór przodków zachowuję“ (Zygmunt Gloger).

Do drugiej wojny światowej okrężne odbywało się we dworze, rzadziej w dużym gospodarstwie chłopskim. Brali w nim udział żniwiarze oraz właściciel danej posiadłości wraz ze swoją rodziną i znajomymi. Po wojnie, za czasów PRL dożynki były świętem rolników, a organizacja ich przeniosła się na gminy i wojwewództwa, co ma miejsce do dziś dnia. Nadal – tak jak w XIX i pocz. XX w. głównym atrybutem uroczystości są wieńce dożynkowe. Wieńce robiono na obręczy lub kabłąkach, dzisiaj przybierają od prostych do wymyślnych form na dowolnym stelażu. Powstawały najczęściej ze zbóż i kwiatów, przystrajane były wstążkami. Z kwiatówi ziół pleciono także małe wianuszki. W XIX wieku w czasie uroczystości dożynkowych wieńce noszono na głowach, później na rękach, obecnie układane sa na stelażach z desek, w naczyniach itp. Orszak dożynkowy formował się w obejściu gospodarczym lub na placu w pobliżu czworaków. Na czele szła kapela, za nią przodownice z wieńcami i chlebem. Orszak zatrzymywał się przy ganku, przedstawiał dziedzicowi swój trud i osiągnięcia, a później jednych chwalili, innych ganili, jak komu sie należało. Następnie przekazywano wieńce dziedzicowi. Dożynki kończyły sie zabawą (J.P. Dekowski). Obecnie dożynki to święto wsi czy gminy, najczęściej połączone z konkursem na wieniec dożynkowy oraz zabawą i biesiadą. W wielu wsiach przypomina to rodzinny festyn. Wieńce zamiast dziedzicowi składa się okalnym władzom. Tradycja podsumowywania prac i osiągnięć pozostała w układaniu trafnych, dowcipnych przyśpiewek o wsi, gminie, pracy przez lokalne zespoły, Koła Gospodyń Wejskich, pojedyncze osoby. Często w formie prześpiewywania się zespołów na scenie, która stała się punktem centralnym prezentacji pieśni, wieńców.

Cytaty: J.P. Dekowski, Z. Hauke, Folklor Ziemi Łęczyckiej, Warszawa 1981.

 Zdjęcia z Archikolegiaty w Tumie  oraz GOKu w Leśmierzu.

Do ciebie tys z Modlnej wieniec tu niesiemy

w trudzie jest zebrany władzom go składamy.

Odbierz go dziś od nas władzo miła,

byś w Gminie dobrze nam rządziła.

Plon niesiemy plon.

Życzymy przyśpiewkami, śpiewajcie razem z nami

tu nie trzeba głosu wiele, byle różniej byle śmielej.

Plon niesiemy plon.

Zaśpiewajmy dzisiaj w tej wczesnej porze

W Sokolnikach są dozynki, pozbierane zboże

Kosili ojcowie, pomagali chłopaki

A nasze babcie bawiły dzieciaki.

Plon niesiemy plon.

Na insyminatora krowy narzekają

po trzy razy powtarzają

I tak sobie pomrukują, co to za technika

że po insyminatorze trzeba iść do byka.

Plon niesiemy plon.

Insyminator Tomczak jest troche za stary,

ale krowy mruczą, ż ejest jeszcze jary.

Potomstwo z probówki nie zawsze sie rodzi

A sumka nie mała do kieszeni wchodzi.

Plon niesiemy plon.

Produkcja mleka nam sie nie opłaca

po wyższa cene każdy z nas sie zwraca.

Zarządowi mleczrni tez zaśpiewamy,

żeby klasy mleka nam zlikwidowali.

Plon niesiemy plon.

Od Teresy Karolak i Anny Błaszczyk z Modlnej.

J. P. Dekowski, Z. Hauke, Folklor Ziemi Łęczyckiej, wyd. COMUK, Warszawa 1981.