team_member_8

Archiwum Łęczyckie

Wesele łęczyckie zbliżone było do obrzedów znanych z innych regionów. Elementy charakterystyczne dla Łęczyckiego, lecz także pojawiające się w sąsiednich regionach, to posługi weselne młodzieży – kulanie klusek, jabłoneczka, wykupywanie butów oraz przewoziny. Obecnie z tychże pozostało już tylko wykupywanie butów.

Porządek weselny zmieniał się zależnie od czasów oraz miejsca . We wsiach – nawet sąsiednich – mogły istnieć inne ustalenia dotyczące np. momentu oczepin. Niegdyś wesela trwały trzy dni, później dwa obecnie jeden dzień. Wesela w Łęczyckiem niegdyś odbywały się najczęściej w środy i soboty, głównie latem, bądź jesienią, kiedy można było rozstawić namioty na zewnątrz, wypożyczyć podłogę itd. Muzykanci i śpiewaczki wspólnie podkreślają, że całe wesele było śpiewane, do każdego momentu wesela była odpowiednia pieśń oraz muzyka. Zwykle grano przyśpiewki czy odśpiewki, czyli krótsze formy śpiewane do muzyki.

Melodii przyśpiewkowych było sporo i muzykanci musieli odegrać, to co zostało zaśpiewane. W niektórych momentach wesela przyśpiewki układano na bieżąco. Goście znali porządek obrzędu oraz swoje w nim miejsce.

Najważniejszymi osobami, oprócz państwa młodych, była starsza druhna i starszy drużba, którzy czuwali nad przebiegiem wesela i kolejnością zdarzeń. Kolejnymi ważnymi postaciami były druhny – panny, czyli drużyna panny młodej oraz drużbowie – kawalerowie, czyli drużyna pana młodego. Cała społeczność brała udział w obrzędzie zaczynając od przygotowań, na poprawinach kończąc. Poniżej link do audycji opartej na wypowiedziach muzykantów i śpiewaczek o weselu łęczyckim.

Zaręczyny

pierścionki
Zaręczyny nazywano pierścionkami. Zwykle następowały po oględach, czyli ustaleniu przez rodziców stanu majątkowego i pochodzenia młodych. Państwo młodzi siadali za stołem, a obok nich swaszka, przed którą stały trzy szklanki zwane śklanicami. W odpowiedniej chwili napełniała je winem lub piwem. Pierwszą z brzegu szklankę nakrywała podwójnie złożoną chusteczką, a na niej kładła maleńki mirtowy, bądź ruciany wianek. Szklankę tę podawała pannie młodej, a ta wręczła ją panu młodemu. Po krótkim namyśle pan młody przyjmował szklankę, stawiał ją przed sobą na stole, zdejmował wianek wraz z chusteczką i chował do kieszeni, po czym rzucał do szklanki pierścionek i dwie (lub więcej) monety. Po złożeniu okupu pan młody z powrotem oddawał szklankę pannie młodej, a w zamian otrzymywał drugą, wypełnioąa trunkiem, który wypijał do dna. Panna młoda przed spełnieniem toastu przelewała zawartość szkalnki przez obrusek, który dostawała od swaszki; po przelaniu trunku na obrusiku zostawały pierścionek i pieniądze. (J.P. Dekowski, Folklor ziemi łęczyckiej, Warszawa 1981, str. 306-307)

Posługi weselne młodzieży

przygotowania ślubne
W przeddzień ślubu do panny młodej przychodziły druhny na tzw. posługi weselne: strojenie izby, szykowanie wianka, przygotowanie dużej ilości klusek gotowanych dla gości. Przygotowanie klusek było usługą, do której przywiązywano wielka wagę. Opinia o umiejętnościach gospodarskich dziewcząt zależała od tego czy weselne kluski były udane.(J.P. Dekowski, Folklor ziemi łęczyckiej, Warszawa 1981, str. 309) Zwykle kluski robiło kilka dziewcząt naraz z podziałem obowiązków, nad wszystkim czuwała starsza druhna. Pannę młoda odwiedzali także drużbowie i muzykanci. Pomagali w cięższych pracach, lecz także śpiewano i tańczono.

Ogrywanie

przywitanie gości
Przybywających do domu panny młodej gości witali muzykanci, grając zwykle marsze. Należało ich opłacić wsuwając im pieniądze do kieszeni. Od pierwszego gościa, do ostatniego gościa, a młode pojechały do kościoła – marsze (Paweł Ladorucki – Leśmierz). Kapela grała marsza, witała tych gości no i z zasady tak było, że tam nikt nie wszedł na wesele nie dając tym muzykantom tam coś w kieszeń (Stanisław Bagrowski – Witaszewice). Kiedyś od młodego nie brało się ustalonej stawki za granie na weselu, lecz goście wiedzieli, że należy wykupić marsza czyli dać tzw. marszówkę, a potem w trakcie zabawy weselnej, wykupywano także inne kawałki. Jeszcze niektórzy byli tacy, jak się grało tam już, niektórzy popwiszy, przyszedł do kapeli i – zagrajcie mi tam tego kujawiaka czy tego oberka czy tom polke. No nie ma sprawy, gnamy, nie? No to rzucił stówę, czy dwie – on płaci, wymaga. Dużo takich było. Niektóry to prawie wszystkie pieniądze by wydał, żeby nie żona (Stanisław Bagrowski – Witaszewice). Istniał zwyczaj puszczania talerza wokół stołu, do którego zbierano datki, najczęściej podawano hasło: na muzykantów, na kucharki, na młodych itd.
IMG_20201101_181525

Ubieranie panny młodej - Błogosławieństwo

przemowa weselna
W czasie kiedy goście zjeżdżali się do domu weselnego, panna młoda przy asyście druhen ubierała się i szykowała do ślubu. Niegdyś zwyczajowo odbywało się to najczęściej w domu najbliższej sąsiadki. Następnie muzykanci, wraz ze starszą druhną, szukali młodej, by nastepnie orszakiem zaprowadzić ją do domu weselnego. Następnie odbywało się błogosławieństwo rodziców; często w tym momencie podawano kropidło i wode święconą, która rodzice kropili młodych. Następowała wówczas uroczysta przemowa weselna – zazwyczaj mówił ją starszy drużba lub ktokolwiek ze starszych, kto był dobry w tego typu przemówieniach i znał ich treść. Zwyczaj ten jest do dziś bardzo pielęgnowany.

Niechaj będzie pochwalony Jezus Chrystus wszędzie proszę wszystkich tu obecnych niechaj cisza będzie.Jest to przepowiadanie pisma świętego. Ojcze i ty matko miła, dostąp do swych dziatków, coś ich szczęśliwie na świat powiła. A kiedy podejdę do was i pana Jezusa na krzyżu będziecie całowali, podnieście oczy ku niebu i wspomnijcie tych, którzy odeszli, którzy szczęśliwej chwili nie doczekali, żeby tu dzisiaj z nami stali.  A teraz państwo młodzi podziękujcie rodzicom za wychowanie, jednemu niżej drugiemu wyżej trzeciemu w pas, bo kościoła bożego juz czas. Koniec się zbliża, czas szybko umyka, a ty pięknego marsza zagraj im muzyka. 

Przed progiem

przywitanie młodych
Nowożeńcy wracający od ślubu zatrzymywali się zwykle przed zamkniętymi drzwiami domu weselnego. Wymagał tego tradycyjny rytuał weselny obejmujący podstawowe zabiegi magiczne związane z przekroczenim progu. (J.P. Dekowski, op.cit, str. 339) Weselnicy domagali się otworzenia drzwi śpiewając: A otwórzcie pani matko drzwi, okna/ a żeby nam panno młodo nie zmokła/ A otwórzcie pani matko otwórze/ i nas tu tym głodziskiem nie mórzcie. Wówczas matka otwierała drzwi, kropiła młodych woda święconą, witano młodych chlebem, rozbijano kieliszki oraz jeszcze wcześniej strzelano z batów. W późniejszych czasach przynoszono młodym także małe dziecko. Młody brał od rodziców chleb – jak symbol dostatku,a młoda dziecko- na wróżbę płodności. Śpiewano: A wyjdźże nam pani matko zza krzoka, a wynieśże bochen chleba, dziecioka. Po wypiciu symbolcznych kieluszków wódki i rozbiciu ich – można było zacząć wesele.
powitanie

Wesele

zabawa przed oczepinami
Najpierw było jedzenie i przeważnie był rosół, przeważnie. Tera tak weszły w modę flaki. Kiedyś nie, to nie było tak że młoda para pierwsza ten kawałek tańczy, tag jak teraz – nie. Para zapraszała i my żeśmy zapraszali muzykanty i wszyscy już hopa! Kurz się robił, Sodoma, Gumora i się wszystko towarzystwo bawiło (Paweł Ladorucki – Leśmierz). Każdy z punktów zabaway weselnej był ośpiewywany. Konkretne przyśpiewki były do konkretnych potraw, do osób. Przy czym śpiewała zazwyczaj jedna osoba, po czym muzykanci musieli odegrać swoje dokładnie na melodię zaśpiewaną przed chwilą. Ważnym momentem w trakcie zabawy weselnej było podanie kawy i ciasta oraz odpowiednie do tego przyśpiewywanie. Jest to w Łęczyckiem do dziś dobrze pamiętany zwyczaj. Nie pijemy kawy, gorzka kawa szkodzi, dopóki nam młody kawy nie osłodzi./Nasza panna młoda to chwacka dziewczyna, będzie słodka kawa i smaczna wędlina. Podczas śpiewów znów puszczano talerze  między gości: na kucharkę, muzykantów itd.

Prześpiewywanie się

gości i muzykantów
Stałym elementem wesela było prześpiewywanie się, czyli rodzaj bitwy na przyspiewki. Zazwyczaj odbywała się między muzykantami a starszą druhną albo rodziną pana młodego i rodziną panny młodej. Polegało to na tym, że jedna osoba drugiej, w złośliwy, lecz także zabawny sposób, tekstami przyśpiewek robiła docinki, a druga musiała na to odpowiedzieć. Za punkt honoru stawiano zrobienie ciętej riposty (Joanna Gancarczyk – Ozorków). Podobnie rzecz tyczyła sie muzykantów. Po tym można było poznać kunszt muzykanta, że potrafił grać jakmu zaśpiewano. Melodii to było mnogo, mnogo. Oczepiny czy cos to nie tak że na jedna melodię, nie, nie, nie. Jedyn przez drugiego dawał tag, że że…muzykanty to sie narobiły dużo, dużo (Paweł Ladorucki – Leśmierz).

Jabłoneczka

zwyczaj dawny
Pierwsze wiadomości o jabłoneczce z wesela łęczyckiego znajdziemy w Oskara Kolberga (Lud, Łęczyckie, s. 53-71.) Podaje on, że w okolicach Kutna i Piątku w czasie obrzędowego rozbierania panny młodej w komorze, druhny śpiewały rzewną pieśń o jabłoneczce. Później dowiadujemy się, że młoda wykupywała z rąk druhen krzak cierni przybrany jabłkami. Wedle Dekowskiego zwyczaj ten występował jeszcze na przełomie XIX i XX wieku. Robiono ją najczęściej z tarniny, rzadziej z jałowca czy świerczyny. Mierzyła do jednego metra, a przystrojona był jabłkami, orzechami, cukiekami, kwiatami, wstążkami,  nawet papierosami. Jabłoneczkę z płonącymi świeczkami wnosiła starsza druhna, za nią szedł – przy dźwiękach marsza – orszak druhen i drużbów. Po trzykrotnym okrążeniu izby stawiano ją przed młodymi i śpiewano pieśń: A wiernie jo, a wiernie jo, panu Bogu słuzyła/a kiedy jo, a kiedy jo, jabłunecka sadziła. Podczas śpiewu lub po zakończeniu pieśni (zależnie od wsi) druhna strząsała na suknię młodej dary z jabłoneczki, które rozdawano pomiędzy gości.

Darowiny

żywy weselny upominek
W Łęczyckiem jeszcze w latach 70′-80′ istniał zwyczaj przynoszenia kury w darze pannie młodej (na drugi dzień wesela). Młode kury przystrajane były czerwoną wstążką i gałązkami asparagusu. Najczęściej śpiewano do tego: A dziń dobry moja kumo/witom wos. Nie była tu moja kura/dziś u wos. / Moja kura jarzebula cubecek/ ma na nózce uwiązany śnurecek.Moja kura jarzebula, złotonózka/nosi jaja takie wielkie/ jak jabłuska. W niektórych miejscowościach przynoszono póżniej także kaczkę lub gęś – koniecznie przystrojone czerwoną wstążką. Pieśni już nie pmiętano. Obecnie zwyczaju tego prawie nikt już nie pamięta.

Oczepiny

punkt kulminacyjny wesela
Oczepiny dawniej odbywały się najczęściej drugiego dnia wesela, chociaż nie było to regułą. Zależnie od wsi oraz czasów punkt kulminacyjny przesuwał się. Od lat 70′ do dziś obchodzony jest o dwunastej w nocy. Tak było, ze dwunasta to były oczepiny i koniec na tym. Ale oczepiny to tak trzecia, w pół do czwartej się kończyło. Zależy jak się wyśpiwały (Paweł ladorucki – Leśmierz). Zaczynała je strasza druhna. Jeszcze na początku XX wieku odbywał sie taniec panieński. Druhny otaczały kołem młodą śpiewając: Teros ji zagrojcie, wlaczyka smutnego/niech se pozałuje, wionecka swoigo. Potem każda tańczyła z młodą i żegnała się z nią osobiście, opuszczając krąg. Następnie starszy drużba próbował posadzić młodą na krześle czy stołku. Ta uciekała między weselników czy druhny, aż do trzeciego razu. Później młodzi siadali razem, zazwyczaj przy stole, a oczepiny zaczynały się od odezwy starszej druhny: Przepraszam was gości proszę się nie gniewać, bo ja teraz będę do wianeczka śpiewać. Śpiewano także Mój wianeczku z merty ziela oraz Tulnę wianek z perełkami. Każdą zwrotkę ogrywali muzykanci.  Starsza druhna zdejmowała wianek (wcześniej także w XIXw. – koronę weselną) i zakładała czepiec (młoda broniła sie przed tym do trzeciego razu). W późniejszych latach zamiast czepca przypinano młodej kwiatek. Wianek czy też welon rzucano między panny śpiewając: Druhny, druhny, druhny moje, oddaje wom scynście swoje, zeby wom sie tak scynściło, jag mnie dotund pannom było. Ta, która pierwsza chwciła welon miała wyjść pierwsza za mąż. Dużo później robiono także odczepiny kawalera. Zdejmując mu muszkę (zwykle młody miał muchę, krawat oznaczał wdowieństwo),przy wtórze przyspiewek oddawał ją matce, po czym przypinano mu kwiatek.
Elementem występującym na weselu łęczyckim jest kradzież butów. Zwykle goście weselni kradną buty parze młodej, która znając ten zwyczaj bierze ze sobą zapasowe buty, kapcie lub tańczy przez większość czasu na boso. W trakcie oczepin młody może wykupić buty dla żony oraz swoje – zwykle za wódkę. Często wówczas śpiewa się przyśpiewki na ten temat: Panie młody, nie bądź Felek, wykup młodej pantofelek itp. Po oczepinach / odczepinach śpiewano frywolne przyspiewki opiewające urodę i stan posiadania młodych, przy czym celowano w zabawnych, sprośnych i złośliwych formach.

Teatr obrzędowy

przebierańcy, komedianci, grabarze
Po oczepinach zabawa stwała sie coraz bardziej wesoła, frywolna. Pojawiali sie na weselu przebierańcy, odgrywano scenki, robiono psikusy.. Wóz rozebrali, te dechy, cały wóz do szczęta rozebrali; na stodole zas wnieśli, na stodole złozyli go całego. Autentyczny fakt, sam grałem na tym wozie, na tym dachu (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz). Goście weselni przebierali się za różne postacie. Robiono wymyślne żarty. W pewnym momencie bardzo modna stała się Ciotka z Ameryki – przedstawienie darowinowe. Zwykle osoba przebrana za ciotkę obdarowywała młodych prezentami, do których śpiewano odpowiednie przyśpiewki. Masz tutaj Kasiuniu, kieliszek puściutki, a żeby twój Franuś, a żeby twój Franuś nie popijał wódki. A teraz ci daję tę łyżkę wazową, a żebyś kochała, a żebyś kochała teścia i teściową.

Po oczepinach na weselu mogli pojawić się tzw. grabarze, czyli nie zaproszeni na wesele goście. Zjawiali sie pod domem weselnym i żądali od młodych zabawy, jedzenia. Młodzi byli w obowiązku wynieść coś takim gościom, w przeciwnym razie mogli zrobic jakieś psikusy.  Na zewnątrz to było pełno, jeszcze więcej nieraz grabarzy niż gości. Bo nieraz tak było, że grabarze byli tacy dosyć, dosyć ludzie i nieraz prezent przynieśli, albo coś. To miejsce jest proszę bardzo, wódke pijcie, potańczcie sobie, bawcie się, no to wtedy razem z goścmi tańcowały (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz). Jak młodzi wyniesli cos do jedzenie, do wypicia to grabarze wtedy chwalili – jakie dobre wesele i w ogóle. Ale jak im sie nie podobało to psocili. Przykładowo wracali z wesela, potrafili zrobic takie cyrki, że ubikację – kiedyś były ubikacje na zewnątrz – no to taką ubikacje potrafili na dach wstawić. Czy bramę wystawili, czy furtkę wystawili (Stanislaw Bagrowski – muzykant – Witaszewice). Chodzenie na grabarkę jest popularne do dziś.

Przewoziny

i poprawiny
Nad ranem kiedy już świtało odbywały się tzw. przewoziny. Muzyknci grali Kiedy ranne wstają zorze, potem sadzano młodych na wóz, który ozdabiano wstążkami, jałowcem, sianem czy grochowinami. Często kładziono nań różne przedmioty domowe, przywiązywano krowę, psa; do drabiny czy grabi przywiązywano żywą kurę. Świnioczek, prosioczka wziły, żeby były dobre gospodorze, o! O to tak się to robiło, żeby dobry gospodarz był i żeby o wszystkim pamintoł (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz). Po czym przewożono młodych po wsi; ojeżdżano np. do najbliższej kapliczki lub robiono kilka kółek po wsi. Grano wówczas marsze, robiono żarty. Jeździlim po cały wsi, po cały wsi jeździlim! Święciały tymy, gałęzie wziały i te wode i kto tam podchodził to pryskały, no wygłupiały się (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz). Nowożeńców obwożono demonstrując w ten sposób ich prawy związek małżeński wobec całej społeczności. Czasem orszak zatrzymywał sie u sołtysa, niby dla załatwienia czynności meldunkowych, podsuwano mu papiry, które ten podpisywał, częstowano go wódką i plackiem. W czasie objazdu przebierańcy przeciągali młodą parę przez ognisko, w którym płonęła słoma lub podpalali siedzenie, na którym młodzi spoczywli. Była to pozostałość prastarego obrzędu oczyszczania, a także odwracania zła. Podobną rolę jak ogień spełniała również woda, którą kropiono nowożeńców posługując się słomianym kropidłem (J.P. Dekowski, op. cit., s. 382)

Poprawiny były bardzo huczne. I to było najlepsze wesele do dwunastej w południe. I bawiło się wszystko, nie to że nie. Nie to, że tam dzieczyny, czy tam tego, nie chciała tańczyć bo ją nogi bolały, nawet nie musiała odmówić (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz). Bywało także, że wesele było w jednym tygodniu w sobotę, a poprawiny w nastepnym tygodniu w niedzielę. Także były wesela eleganckie, co tam będę mówił (Paweł Ladorucki – muzykant- Leśmierz).

Zdjęcia pochodzą z archiwum Anny Błaszczyk i Teresy Zdyb. Rycina J.P. Dekowski, Folklor ziemi łęczyckiej, Warszawa 1981, str. 324.

Wesele łęczyckie - audycja Joanny Skowrońskiej dla muzykatradycyjna.pl

zdyb-lado-dob